Anonymous said:
Niezły koniec, jej brat mnie rozwalił :D Ciekawe co będzie dalej i czy Hayley zostanie porwana. Czekam na kolejny rozdział i mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać ;)  

Tym razem dodam rozdział szybciej :)


Shared 1 year ago + reblog


diediebicz said:
wow..fajny :) podoba mi się strasznie :P @Lusia9  


Shared 1 year ago + reblog


Anonymous said:
haha zajebiste @pherka  

:)


Shared 1 year ago + reblog


watewat said:
O JEZU! Czemu on jest taki chamski? Wkurza mnie jak nazywa ją dziwką, a ona go skurwielem ;__; Ech, niech już się polubią, czy coś, bo nie wytrzymuje z nerwów. Pozdrawiam, twoja fanka namber łan. @OffcialNatasza  

Spokojnie, jeszcze się będzie dziać!


Shared 1 year ago + reblog


1

           Hayley siedziała sama w kuchni, stukając w blat kapslem od oranżady. Coś się w niej gotowało i nie umiała nazwać uczucia, jakie ją wypełniało. Bez wątpienia jednak czuła złość. Nie, to nie była złość. To było zdenerwowanie na konkretnej granicy i pewnie by wybuchnęła, gdyby nie to, że ktoś otworzył drzwi frontowe wchodząc do budynku.

           Momentalnie zerwała się, a gdy zobaczyła twarz rodzicielki, rozpromieniła się lekko.

           - Mamo, czy możecie zwolnić tego powalonego chłopaka? - zapytała na wstępie, przyprawiając kobietę o zdziwienie. Spojrzała na nią.

           - Jakieś zgrzyty? - zaśmiała się, wchodząc do kuchni i kompletnie nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.

            - Tak, dosyć poważne.

           - Co się dzieje? - zaczęła rozpakowywać zakupy, podczas gdy jej mąż wszedł do salonu, stawiając w witrynce nowe whiskey.

           Hayley przełknęła ślinę, podczas gdy po jej głowie wciąż obijały się jego słowa na temat tego, że jeśli komukolwiek powie, to już po niej. Przeklęła go w duszy.

           - Po prostu go nie lubię. - burknęła.

           - To nie jest powód do tego, by go zwalniać. - uśmiechnęła się do niej kobieta, otwierając na chwilę lodówkę.

           - Owszem, jest. - dziewczyna znowu powróciła do stukania kapslem w stolik. - mamo, proszę cię.

           - Nie, Hayley, nie zwolnię go. - podniosła lekko głos. - I koniec tematu, nie proś mnie już o to.



2

           Wszedł do niewielkiego mieszkania, po czym rozebrał się do bokserek i rzucił na łóżko. Wykazał się właśnie taką głupotą, jaką jeszcze nikt z ich gangu się nie popisał. Wyklinał siebie w duszy, podczas gdy jego telefon zaczął wibrować. Podniósł się do pozycji siedzącej.

           - Halo? - powiedział do słuchawki, a potem usłyszał sapnięcie.

           - Jak ci idzie? - usłyszał głos Harry’ego i przetarł oczy palcem wskazującym i kciukiem.

           - Źle. - prychnął. - mógłbym uprowadzić tą dziwkę teraz.

           - Ustaliliśmy termin, wszystko, do cholery jasnej, nic nie zmieniaj.

           - Kurwa, wpadłem. - wycedził przez zęby, trzymając oczy zamknięte. Styles zamilkł po drugiej stronie aparatu.

           - Co masz na myśli mówiąc, że wpadłeś? - spytał po chwili milczenia.

           - Przyłapała mnie na kradzieży.

           - Kradzieży? - kędzierzawy chłopak krzyknął, a Malik wyczuł jego złość. - Dałeś się złapać na jebanej kradzieży? Kim ty kurwa jesteś, że się dajesz złapać na czymś takim?

           - Jezu, raz mi się zdarzyło, daj spokój.

           - Mam dać spokój? Słyszysz ty się? - warknął, a potem coś roztłukł. - Pożałujesz tego. To może zaważyć na całej akcji bo zaprzepaściłeś jej zaufanie. Jeśli coś nie wyjdzie - nie żyjesz.

           Rozłączył się, pozostawiając po sobą przerywany co jakiś czas sygnał. Zayn odrzucił od siebie gwałtownie telefon, a ten trafił w kąt pokoju. Dał sobie mentalnego policzka, zaczynając chodzić tam i z powrotem po pokoju. Krzyczał, zdzierał gardło wiedząc, że musi dalej tu tkwić i czekać, aż ta zaufa mu ponownie. Potem już tylko jakoś magicznie wsadzi ją do auta i wywiezie gdzieś, gdzie nikt jej nie usłyszy. Mała dziwka która wsadza nos w nie swoje sprawy. Ona też pożałuje. Jeśli nie zaufa mu raz jeszcze, to ją zabije. Nie cofnie się przed zadaniem jej bólu, nigdy się nie cofał. Zabijał nie raz, patrzył, jak z tęczówek jego ofiar uchodzi życie. Takich widoków się nie zapomina, one go nawiedzały każdego dnia. Tak też pewnie stanie się z Hayley, jeśli nie postąpi tak, jak powinna.



3

           Dziewczyna stała w oknie czekając, aż Mulat przyjdzie na ich posesje i zacznie ją wkurzać. Zaczęła nawet obgryzać paznokcie, chociaż nie była zdenerwowana. Raczej bała się tego, co ten zrobi, gdy ją zobaczy. Będzie się zachowywał, jakby nic się nie stało? Czy znowu jej pogrozi? Tym razem jednak nie mogła ryzykować. Głównym tego powodem był jej brat, który zostawał z nią dzisiaj w domu.

           - Hayley, mogę wyjść na dwór? - usłyszała głos Jonah, który nagle zmaterializował się obok niej. Spojrzał na nią prosząco.

           - Nie teraz. - odparła szybko, a potem wzdrygnęła się. Dojrzała sylwetkę Zayna, która szybko rosła zbliżając się do ich domu. - Znajdź sobie jakieś zajęcie w domu.

           - Dlaczego nie mogę wyjść?

           - Pogadamy później, proszę. - nie traciła Malika z oczu, a potem wypadła na zalane słońcem podwórze modląc się w duchu, by jej brat uciekł do góry bawić się samochodzikami czy czymkolwiek innym. Stanęła przed drzwiami z rękoma założonymi na piersi, tupiąc stopą w chodnik.

           - Hej. - powitał ją szatyn, jak gdyby nigdy nic i obdarzył ją uśmiechem.

           - “Hej”? - zapytała niedowierzająco, kiedy promienie słońca zaczęły muskać jego mięśnie. - Po tym, co się stało wczoraj mówisz mi “hej”?

           - A co się stało wczoraj? - zapytał, jakby udając, że nic nie pamięta.

           - Nie udawał głupka.

           - Nie udaję. - zaśmiał się, chwytając w rękę węża ogrodowego i zaczynając podlewać kwiaty. - Może mnie oświecisz?

           - Hm. - podeszła do niego, zatrzymując się w bezpiecznej odległości. - okradłeś mnie i zagroziłeś. Mogę z tym iść na policje.

           - To idź, ale skoro serio ci groziłem, to radzę się stosować do tego, co mówiłem. Nie żartowałem. - uśmiechnął się, a Hayley straciła panowanie nad sobą. Podeszła do niego, stając twarzą w twarz i ze smutkiem stwierdziła, że jest od niej wyższy o głowę.

           - Słuchaj. - wycelowała palcem w jego tors - Nie wiem, o co ci chodzi, ale nie wyjdzie ci to. Nie boję się ciebie i w cokolwiek pogrywasz, ja nie odpadam. Będę z tobą grać w tą pojebaną grę, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Możesz mnie wyzywać od dziwek, ale właśnie zyskałeś wroga. - zamilkła na chwilę, obserwując wyraz jego twarzy. - skurwielu.


           Poruszył się niespokojnie, odkładając węża i zaciskając wargi w cienką linię. Chwycił ją nagle w pasie wiedząc, że jej brat ich obserwuje. Zbliżył niebezpiecznie twarz do jej ust, ciskając piorunami z oczu. Trwali w jednoznacznej pozycji, podczas gdy mały Jonah wybiegł na podwórko, zatrzymując się przed drzwiami jak niedawno Hayley.

           - Powiem mamie, że się całowaliście! - krzyknął, a ta zmrużyła oczy, patrząc w czekoladowe tęczówki Mulata.

           - Jeden zero dla mnie, słońce.

KLIKNIJ, ABY SKOMENTOWAĆ LUB ZAPYTAĆ BOHATERÓW


Shared 1 year ago + reblog


ewwww-no-bitch said:
Kiedy nowy rozdzial?  

Pisze się!


Shared 1 year ago + reblog


Anonymous said:
świetny :)  

Dziękuję :)


Shared 1 year ago + reblog